30 września 2014

film_2

Znaleziony przypadkiem film pt.: "7:39" z 2014 r. Główne role grają: David Morrisey i Sheridan Smith, a tytuł odnosi się do godziny odjazdu porannego pociągu. Włączyłam go tylko dlatego, że zaciekawił mnie opis - facet wsiada do pociągu (jak co rano w drodze do pracy) i spotyka piękną blondynę... Resztę można sobie już na dzień dobry dopowiedzieć ;)

Fabuła? Ciekawy film, pokazuje rozkwit romansu i bolesny upadek na cztery litery, natomiast zaskoczył mnie koniec.. Trochę nie tak sobie go wyobrażałam. (Nie, nie będę nikomu psuć przyjemności oglądania - nie napiszę jak się skończył!).

źródło: filmweb.pl
Ogólne wrażenie: film wciąga. Trochę tylko.. jakby był pochwałą romansu na boku, akceptacją dla takich sytuacji, uniknięciem konsekwencji i przejściem nad tym do porządku dziennego.
W skali 1:5 daję mu 4. Chociaż napisałabym mu bardziej życiowe, tragiczniejsze zakończenie ;)

koniec września..

..Nadszedł za szybko. Miałam w planie tyle przebiec, tyle tras rozpoznać... Dwa tygodnie wycięte przez chorobę, jeszcze nie całkiem przeszedł mi kaszel.. No ale lepiej jest. Przebiegłam tylko 24 km, dzisiaj może docisnę do 30 km. Połowa tego, co założyłam.. Ech...

21 września 2014

juppii! waga moim kompanem ;)

Dzień prawdy:
dokładnie miesiąc temu moja waga była wyższa o 2,7 kg niż dzisiaj.

Jest progresssss! :D

17 września 2014

film_1

Chorując, odkrywamy, że nagle jest czas na wszystko - gorzej z siłami na to "wszystko" ;) Nadrabiam zaległości książkowe, filmowe i porządkuję zakładki w przeglądarce - bo na to nigdy nie ma czasu.. 

Na tapecie mam film "Bóg zemsty" z 2011 r. Nicolas Cage grający główną rolę jest jednym z aktorów, których lubię.. jednak nie można powiedzieć, że filmy z jego udziałem to jakiś szał... Ot, przyjemnie się ogląda. Ten film skutecznie przytrzymał mnie przed tv, wciągnął - nie niecierpliwiłam się czekając końca. 
W skali 1:5 dałabym mu 4 :)

źródło: filmweb.pl


15 września 2014

dzień pod znakiem opieki medycznej

Przed weekendem mówiłam, że byle czego nie biorę... ale jednak zostało mi dane..
Pochorowałam się :( Odwiedziłam lekarza, aptekę... no i wypoczywam tydzień :)
Nie ma tego złego - kostka ma czas na dojście do porządku, odpocznie od biegania.. Oskrzela też mi będą za to wdzięczne.. Kurcze... będą 2 tygodnie bez biegania jak to liczę na szybko, bo prędzej jak w następny poniedziałek nie pobiegnę... Trudno.
Grunt, to się wyleczyć raz a porządnie i całkowicie!

:)

14 września 2014

kochane zdrowie nikt się nie dowie....

Zmogło mnie choróbsko..
Nici z biegania - dalej mam coś naciągnięte w stawie skokowym, poza tym nie nadążyłabym wycierać nosa i kaszleć przy bieganiu... ;)
Zmasakrowana, uprzyjemniam sobie życie kotem na kolanach
i światełkiem w osłonce wiadomo skąd ;)
Jutro lekarz - żadna siła nie zmusi mnie do wyprawy w kierunku pracy :)


http://instagram.com/biegaj35plus

12 września 2014

5 dni po..

Pięć dni temu wzięłam udział w moim pierwszym, oficjalnym biegu :) Trzeba mieć nieźle szurnięte w głowie, żeby po ledwie 2 miesiącach truchtania porwać się na coś takiego! Zrobiłam to :)))

Pokonałam siebie samą, swoje lęki i słabości, udowodniłam sobie, że potrafię. Przeżyłam bardzo dobre doświadczenie, cudowne momenty... naszła mnie ochota, żeby się poprawiać w szybkości i próbować kiedyś ponownie.. :)

Tylko raz byłam w tym tygodniu na krótkiej trasie biegowej. Skręciła mi się kostka w niedzielnym stresie, zaraz na starcie; bolały mnie mięśnie, które nigdy wcześniej nie dawały o sobie znać.. I właściwie bieg dwa dni później był walką o każdy krok. Wczoraj już odczułam i kostkę i kolano, więc pauzuję. Jeśli mnie choroba nie rozłoży, to pobiegnę znów w niedzielę na krótką trasę. Jest jednak szansa, że nie dam rady, bo ścięło mnie z nóg dzisiaj totalnie.

Mniej mnie tu będzie pewnie, ale na bieżąco można podejrzeć obrazki z mojego życia na instagramie.
:)

6 września 2014

kartka z kalendarza dzień przed..

W moim kalendarzu bardzo mądra myśl na dzisiaj:

To samo dotyczy biegania. Mówię to ja! :)

Założyłam sobie, że we wrześniu przebiegnę min. 60 km. Tak, żeby na moim biegowym liczniku była dyszka więcej niż za sierpień. Co drugi dzień bieganie - luzik.
I od razu dostałam po łbie za tę moją pewność, że jak zaczęłam biegać ciągiem przez pół godziny, to już pozżerałam rozumy wszelakie i mogę wszystko... Owszem, mogę.. tylko potem cierpię..

Biegałam 2 września na 5 km. Następnego dnia mąż się wyrwał, że też się przebiegnie... no to ja - że też lecę.. I marne 3,5 km było dla mnie nie do przejścia... Mięśnie odmawiały współpracy.. Totalna porażka, chociaż chyba się w szybkości poprawiam, bo pomimo okresów spaceru w tym biegu - czasowo było nieźle..

Morał? -> Nie biega się codziennie. Nie teraz i nie ja. Nie wolno!!!!

Mam dzisiaj 3 dzień bez biegania. Bardzo już chcę założyć moje cichobiegi i truchtać przed siebie... Czekam na jutro. Ze stresem, z nerwami, ale jednocześnie z wiarą, że spokojnie dam radę... I z zadowoleniem i dumą, że zrobię coś dobrego. I dla siebie i dla kogoś innego.
Biegnę na 5 km. Oficjalnie :) :) :)





1 września 2014

chwila prawdy w cm


Odważyłam się pomierzyć... W ciągu 1,5 miesiąca spadło mi parę cm :))

talia: -2 cm

udo: -0,5 cm
brzuch: -1 cm
biust: -3cm


Łydka za to urosła ;)