W moim kalendarzu bardzo mądra myśl na dzisiaj:
To samo dotyczy biegania. Mówię to ja! :)
Założyłam sobie, że we wrześniu przebiegnę min. 60 km. Tak, żeby na moim biegowym liczniku była dyszka więcej niż za sierpień. Co drugi dzień bieganie - luzik.
I od razu dostałam po łbie za tę moją pewność, że jak zaczęłam biegać ciągiem przez pół godziny, to już pozżerałam rozumy wszelakie i mogę wszystko... Owszem, mogę.. tylko potem cierpię..
I od razu dostałam po łbie za tę moją pewność, że jak zaczęłam biegać ciągiem przez pół godziny, to już pozżerałam rozumy wszelakie i mogę wszystko... Owszem, mogę.. tylko potem cierpię..
Biegałam 2 września na 5 km. Następnego dnia mąż się wyrwał, że też się przebiegnie... no to ja - że też lecę.. I marne 3,5 km było dla mnie nie do przejścia... Mięśnie odmawiały współpracy.. Totalna porażka, chociaż chyba się w szybkości poprawiam, bo pomimo okresów spaceru w tym biegu - czasowo było nieźle..
Morał? -> Nie biega się codziennie. Nie teraz i nie ja. Nie wolno!!!!
Mam dzisiaj 3 dzień bez biegania. Bardzo już chcę założyć moje cichobiegi i truchtać przed siebie... Czekam na jutro. Ze stresem, z nerwami, ale jednocześnie z wiarą, że spokojnie dam radę... I z zadowoleniem i dumą, że zrobię coś dobrego. I dla siebie i dla kogoś innego.
Biegnę na 5 km. Oficjalnie :) :) :)
Biegnę na 5 km. Oficjalnie :) :) :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz