Pięć dni temu wzięłam udział w moim pierwszym, oficjalnym biegu :) Trzeba mieć nieźle szurnięte w głowie, żeby po ledwie 2 miesiącach truchtania porwać się na coś takiego! Zrobiłam to :)))
Pokonałam siebie samą, swoje lęki i słabości, udowodniłam sobie, że potrafię. Przeżyłam bardzo dobre doświadczenie, cudowne momenty... naszła mnie ochota, żeby się poprawiać w szybkości i próbować kiedyś ponownie.. :)
Tylko raz byłam w tym tygodniu na krótkiej trasie biegowej. Skręciła mi się kostka w niedzielnym stresie, zaraz na starcie; bolały mnie mięśnie, które nigdy wcześniej nie dawały o sobie znać.. I właściwie bieg dwa dni później był walką o każdy krok. Wczoraj już odczułam i kostkę i kolano, więc pauzuję. Jeśli mnie choroba nie rozłoży, to pobiegnę znów w niedzielę na krótką trasę. Jest jednak szansa, że nie dam rady, bo ścięło mnie z nóg dzisiaj totalnie.
Mniej mnie tu będzie pewnie, ale na bieżąco można podejrzeć obrazki z mojego życia na instagramie.
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz