Wczoraj zostawiłam w domu chorego męża i pobiegłam sama - wieczorem, w chaszcze, łąki i pola... Jestem genialna w swojej głupocie. Jakby mi ktoś dał w łeb, to nawet bym nie wiedziała kiedy.. I chyba jedynie dzięki Endomondo można byłoby mnie szukać.. ;)
Trasa niby zaplanowana, ale w rzeczywistości okazało się, że droga na mapie to wcale nie droga:
Wzdłuż rzeczki, podmokła ścieżka - miałam okazję ochrzcić moje świeżutkie buty lidlowe... ;)
Nie powiem, w mokrych biegło się całkiem nieźle ;)
Pobiegałam 6,4 km.
Czuję się dzisiaj cudownie - osiągnęłam błogostan.
Z moimi bólami przy spinaniu się podczas lądowania chyba sobie też poradziłam. Staram się biegać bardziej na luzie. Na pewno do profesjonalizmu mam lata świetlne, ale jest nieźle :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz