29 sierpnia 2014

TEN moment

Myślę, że czas to napisać. Nastał TEN moment.
Ochłonęłam :)

Po pierwszych marszach, marszobiegach i truchtach, doszłam do wniosku, że też potrafię. OK - nie jestem szybka i mam świadomość swoich niedoskonałości, ale kto powiedział, że już mam być super-hiper-laską-biegaczką?! ;) Szczerze nienawidząc kiedyś biegania, jednak zaczęłam biegać dla przyjemności (no tak, bo od jakiegoś miesiąca to jest przyjemność!). To już mega postęp!

Pochłonęły mnie strony, blogi i książki około biegowe. Chłonę wiedzę, doświadczenia innych (bo po co mam popełniać te same błędy, kiedy mogę je przeskoczyć czytając o nich wcześniej), przystosowuję się do nowej sytuacji. Miałam nawet takie "hurra - może wziąć udział w jakimś biegu"?

Ech, prrrr!! ..szalona! Naucz się biegać ze spokojnym oddechem, a potem może kiedyś... gdzieś... ;)

Zweryfikowałam swoje małe postępy biegowe, jak i sytuację życiową.. I doszłam do wniosku, że moim celem nie jest ukończenie maratonu.. Ba! Nawet o półmaratonie nie myślę! Nie chcę się ścigać. Chcę wrócić do wagi sprzed iksa lat i dojść do dobrej formy, która pozwoli mi łazikować bez zadyszki po górskich szlakach. Chcę wietrzyć głowę biegając. Chcę dawki endorfin, chcę fizycznego zmęczenia po 8h pracy w biurze. Chcę robić coś dla siebie, coś, co stanie się moim nawykiem i będzie silniejsze od kompana Leniuszka ;)

I jestem na dobrej drodze :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz